Recenzja: Kulturowe bogactwo chińskiej prowincji
Chińska Republika Ludowa, Chiny lub Państwo Środka. Niezależnie, której z nazw użyjemy zawsze kryć się pod nią będzie jedno państwo. Kojarzyć się ono może wielorako. Dla mnie jednak pierwszą rzeczą, o której myślę, gdy słyszę słowo "Chiny" jest wszędobylska etykietka
Made in China.
Wydane przez wydawnictwo Bezdroża Niebo w kolorze Indygo to relacja polskiej podróżniczki Anny Jaklewicz z jej kilkumiesięcznego pobytu na chińskiej prowincji. Autorka ukazuje nam, jak toczy się życie mieszkańców tamtejszych wsi. W swym tekście udowadnia, iż Państwo Środka to nie tylko fabryka kiepskiej jakości produktów, lecz przede wszystkim miejsce bogate w różnorodne święta, tradycje i grupy etniczne tworzące wspólnie wielobarwną kulturę.
Chiny fascynują autorkę, o czym można przekonać się już po lekturze kilku pierwszych stron tekstu. Sposób, w jaki opowiada czy też opisuje to, co widzi lub też czego doświadcza pełen jest bowiem intensywności, zaangażowania i emocji, które udzielają się także czytelnikowi. Pani Ania to również osoba niezwykle otwarta, która nie ma problemów z szybkim przystosowywaniem się do nowych warunków. Gdy zostaje zaproszona na "babską", suto zakrapianą alkoholem imprezę, zgadza się bez wahania, mimo iż jedyną formą komunikacji między nią a nowymi koleżankami jest język ciała. Tak samo nie odczuwa ona żadnych oporów w momencie, kiedy nowo poznana dziewczyna proponuje jej udział w swoim weselu. Podróżniczka traktuje każdą tego typu sytuację, jak możliwość lepszego poznania miejsca, w którym się znalazła. Dzięki takiemu podejściu książka, którą p. Ania napisała, pełna jest ciekawostek i swoistych smaczków niespotykanych w zwykłych przewodnikach turystycznych.
Wydane przez wydawnictwo Bezdroża Niebo w kolorze Indygo to relacja polskiej podróżniczki Anny Jaklewicz z jej kilkumiesięcznego pobytu na chińskiej prowincji. Autorka ukazuje nam, jak toczy się życie mieszkańców tamtejszych wsi. W swym tekście udowadnia, iż Państwo Środka to nie tylko fabryka kiepskiej jakości produktów, lecz przede wszystkim miejsce bogate w różnorodne święta, tradycje i grupy etniczne tworzące wspólnie wielobarwną kulturę.
Chiny fascynują autorkę, o czym można przekonać się już po lekturze kilku pierwszych stron tekstu. Sposób, w jaki opowiada czy też opisuje to, co widzi lub też czego doświadcza pełen jest bowiem intensywności, zaangażowania i emocji, które udzielają się także czytelnikowi. Pani Ania to również osoba niezwykle otwarta, która nie ma problemów z szybkim przystosowywaniem się do nowych warunków. Gdy zostaje zaproszona na "babską", suto zakrapianą alkoholem imprezę, zgadza się bez wahania, mimo iż jedyną formą komunikacji między nią a nowymi koleżankami jest język ciała. Tak samo nie odczuwa ona żadnych oporów w momencie, kiedy nowo poznana dziewczyna proponuje jej udział w swoim weselu. Podróżniczka traktuje każdą tego typu sytuację, jak możliwość lepszego poznania miejsca, w którym się znalazła. Dzięki takiemu podejściu książka, którą p. Ania napisała, pełna jest ciekawostek i swoistych smaczków niespotykanych w zwykłych przewodnikach turystycznych.
" Niebo w kolorze indygo " przeczytałam szybko, ale nie bezrefleksyjnie. Poruszyły mnie momenty opisujące negatywny wpływ marketingu i przemysłu na rozwój grup etnicznych. Ludzie zmuszani są do zmian, do przyśpieszenia tempa swojego życia, mimo iż wcale tego nie pragną. Także nawiązanie do tematu kontroli narodzin, a dokładniej do faktu, że zamożniejszym wolno jest posiadać więcej dzieci niż biedniejszym wywołało we mnie wewnętrzne oburzenie. Oczywiście pojawił się też temat spożywania mięsa z psów, który dla nas ludzi zachodu od zawsze jest kontrowersyjny, jednak na szczęście autorka nie zabawiła przy tym problemie zbyt długo.
Chociaż zaliczam się do typowych mieszczuchów z czystym sumieniem przyznaję, iż urzekł mnie ten chiński folklor. Niezwykle plastyczne opisy dodatkowo podkreślone przez liczne (dobrej jakości) zdjęcia oraz bardzo bezpośredni i lekki styl autorki, pozwoliły mi odbyć pełną przygód podróż bez wychodzenia z domu. Warto sięgnąć po "
Niebo w kolorze indygo
", bo to dobra i konkretna lektura, która udowadnia nam, że nawet pozornie nudne wioski na prowincji kraju mogą nas czasem oczarować i czymś miło zaskoczyć.
tytuł:
Niebo w kolorze indygo. Chiny z dala od wielkiego miasta
autor:
Anna Jaklewicz
wydawnictwo:
Bezdroża
ilość stron:
256